Ekstremalna Droga Krzyżowa

Po raz kolejny mamy okazję wyjść w ciemność. W ciemność swojego grzechu, smutku, bólu - po to by pod koniec drogi zastał nas poranek oznaczający Zmartwychwstanie, powstanie. Mniej więcej takie słowa przekazał nam ksiądz Maciej Szeszko na homilii w czasie Mszy w niedużym kościele na Wrocławskiej Leśnicy. Pół godziny przed wyjściem na kolejną Ekstremalną Drogę Krzyżową z Wrocławia do Trzebnicy.

Na koniec, ksiądz Maciek dodał, że powinniśmy korzystać z pomocy medycznej w naprawdę ciężkich przypadkach, bo staramy się jak najbardziej przeć do przodu. Właśnie te słowa trzymały mnie na drodze najmocniej, oraz świadomość, że mój Tata jest ze mną.

Wyruszyliśmy z kościoła dokładnie o 21 gotowi stawić czoła 41-kilometrowej drodze. Wszyscy zaopatrzeni w krzyże - większe, mniejsze, wszystkie równie ważne, oraz w modlitwy bliskich osób, które pozostały w domach.

Nieodpowiednim byłoby ukrywać, że było ciężko – było bardzo ciężko. Droga przez Wrocław minęła szybko – oświetlone ulice, różnorodny krajobraz dodawał chęci do maszerowania. Problemy zaczęły się po wyjściu z Kryniczna – często nieoświetlone, polne drogi sprawiały, że droga była coraz bardziej monotonna i nużąca. Po czasie doszedł ból nóg i stóp, pleców od plecaka. W Machnicach, przy końcówce, byłam przekonana, że kiedy usiądę to nie wstanę. Nie podniosę się, nie dam rady pójść dalej. I znowu, podobnie jak w zeszłym roku, zawsze pojawiał się ktoś, kto chciał mi pomóc. Kto podawał mi rękę, tak ważny gest w tamtym momencie! Każda ta osoba miała krzyż. Każda ta osoba wiedziała, że sama musi iść dalej, a jednak chcieli mi pomóc, tracąc czas i energię. Każda ta osoba miała w sobie cząstkę Jego, który niosąc krzyż za wszystkich, ruszył w drogę. Nie doszłabym bez nich. I nie doszłabym bez NIEGO.

W Trzebnicy byliśmy o 6:20. Miałam gorączkę ze zmęczenia, wpadłam do Bazyliki płacząc, zanosząc się łzami. Trwała właśnie Msza. Patrzyli na mnie wszyscy, jednak miałam wtedy w głowie jedno zdanie, które zobaczyłam kiedyś przy zwykłym przeglądaniu facebooka – łzy są najlepszymi okularami do zobaczenia Jezusa. Jestem pewna, że widziałam go wtedy i wiele razy na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej.

Jeżeli boisz się EDK- to zrozumiałe – nie jest ona dla wszystkich. Jednak, jeżeli masz możliwość, wstań, ubierz buty, weź krzyż i idź. Gwarantuję, że dojdziesz do celu, w bólu i łzach, ale z Nim dasz radę wszystko.